1
 / 
  • PORTRET
    W jednej z sal berlińskiego Bode Museum zwiedzający mogą natrafić na pewien rzeźbiarski portret. Tabliczka pod dziełem informuje, że przedstawia ono Daniela Chodowieckiego (1726–1801), jednak nie precyzuje, kim właściwie był ten człowiek o polsko brzmiącym nazwisku. Tymczasem Daniel Chodowiecki to jeden z najbardziej cenionych grafików XVIII wieku. Jako nastolatek wyjechał z rodzinnego Gdańska do Berlina, gdzie odniósł wielki artystyczny sukces, a doświadczenie emigracji zaważyło na całym jego życiu i zostawiło ślady w jego sztuce. O tym doświadczeniu opowiada ta internetowa wystawa.  

    Gipsowe popiersie przedstawiające Daniela Chodowieckiego świadczy o jego wysokim statusie społecznym. Tego typu formy utrwalania wizerunku były bowiem zarezerwowane niemal wyłącznie dla wybitnych, zasłużonych lub bardzo zamożnych obywateli. Zachowało się wiele portretów Chodowieckiego, zwłaszcza graficznych i malarskich – zarówno jego autorstwa, jak i wykonanych przez innych artystów. Niektóre zobaczysz na tej wystawie.

    Emanuel Bardou, Daniel Chodowiecki, 1801, gips, Muzeum Bodego, Berlin

     

  • GDAŃSK
    Życie Daniela Chodowieckiego trudno jest zaszufladkować. Już samo pochodzenie kryje za sobą niejednoznaczną, migracyjną historię. Ojciec Daniela, Gotfryd, wywodził się z wielkopolskiej, luterańskiej szlachty. Jednak szlachectwo nie gwarantowało dobrobytu, dlatego pod koniec XVII wieku przodkowie Gotfryda przenieśli się do Gdańska, wówczas leżącego w Prusach Królewskich, wielokulturowej prowincji na północy dawnej, polsko-litewskiej Rzeczypospolitej. W Gdańsku Chodowieccy z ziemian stali się mieszczanami i kupcami. Z kolei matka Daniela, Marie Henriette Ayrer, była Francuzką. Należała do hugenotów – kalwinistów, którzy uciekali przed katolickimi prześladowaniami z Francji do bardziej tolerancyjnych państw, w tym do Rzeczypospolitej. W Gdańsku rodzina Marie Henriette znalazła bezpieczny azyl i tu pozostała.

    „Oko, którym Polska patrzy na wszytek świat” – tak mawiano o gdańskim porcie. Umożliwiał on eksport z Polski na Zachód takich produktów, jak zboże, którym handlował ojciec Daniela. Dawne widoki Gdańska, jednego z największych i najbogatszych polskich miast, często ukazują to, co było dla niego najbardziej charakterystyczne – spichlerze i składy kupieckie na portowym nabrzeżu oraz wypełnione towarami okręty, łodzie i barki.   

    Friedrich Anton August Lohrmann, Gdańsk – fragment widoku, 1770, miedzioryt, Muzeum Narodowe w Krakowie

     

  • GOTFRYD I MARIE HENRIETTE
    Małżeństwo Gotfryda, zgermanizowanego Polaka, i Marie Henriette, Francuzki, nie było niczym niezwykłym w wieloetnicznej, wielowyznaniowej i wielojęzycznej Rzeczypospolitej. Takim związkom na pewno sprzyjała też atmosfera Gdańska, przez który przewijały się chyba wszystkie europejskie nacje. Najliczniejszą i najbardziej dominującą grupą mieszkańców Gdańska byli Niemcy, których kultura na trwałe ukształtowała miasto. To językiem niemieckim najczęściej posługiwali się gdańszczanie – zarówno w interesach, jak i w domu. Tak też było w rodzinie Daniela. Co zatem definiowało tożsamość Chodowieckich? Polskie czy francuskie pochodzenie? Język domowy czy języki przodków? Luteranizm Gotfryda czy kalwinizm Marie Henriette? A może miejsce zamieszkania? Więź z niemieckojęzycznym otoczeniem? Lojalność wobec polskich królów? Kupiecka profesja podejmowana od kilku pokoleń? Przypuszczalnie w pewnym stopniu każdy z tych elementów, choć nie wiemy, czy Chodowieccy zadawali sobie takie pytania na co dzień.

    Być może tak Marie Henriette witała Gotfryda, gdy wracał z pracy do domu. Niektórzy badacze twórczości Daniela Chodowieckiego twierdzą, że rycina ta przedstawia gdańską kamienicę, która należała do jego rodziny. Jeśli to prawda, to Daniel po latach narysował dom z pamięci i osadził go w scenie, która mogła mu się kojarzyć z dzieciństwem.

    Daniel Chodowiecki, Mężczyzna przed domem, 1779, akwaforta, Rijksmuseum, Amsterdam

  • PASJA
    Jedno jest pewne: na tożsamość młodego Daniela duży wpływ wywarła jego pasja – sztuka. Zaszczepił mu ją ojciec, który sam w wolnych chwilach rysował i malował. Zachęcał też do tego swoje dzieci. W otwartym na sztukę domu Daniel rozwijał swoje umiejętności zwłaszcza w rysunku i malarstwie. Z czasem zaczął marzyć o studiach artystycznych. Jednak jego plany przerwała przedwczesna śmierć ojca. 14-letni Daniel musiał podjąć pracę w sklepie, aby pomóc owdowiałej matce w utrzymaniu rodziny.

    Daniel wykonał tę rycinę już jako dojrzały artysta. Ukazał na niej siebie i swoje własne dzieci. Pod jego okiem najstarszy z synków uczy się rysować. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Daniel widział w tej scenie siebie i swojego ojca sprzed kilkudziesięciu lat. Tę rycinę zobaczysz w całości nieco później.

    Daniel Chodowiecki, Pracownia malarza (fragment), 1771, akwaforta, Herzog Anton Ulrich-Museum, Brunszwik

  • FRUSTRACJA
    Brak środków i czasu uniemożliwiały Danielowi zdobycie rzetelnej edukacji artystycznej. Pozostało mu ćwiczenie umiejętności rysowniczych nocami i okazjonalnie u utalentowanej artystycznie ciotki. Tymczasem bogaci gdańszczanie chętnie zamawiali imponujące obrazy, rzeźby i budowle, tak jak to robili od wieków. Efekty można było podziwiać na ulicach, w kościołach, kamienicach i pałacach. Daniel musiał odczuwać frustrację, widząc oddalającą się szansę na karierę artysty.

    Gdańsk nie miał własnej szkoły artystycznej, jednak dzięki rozwiniętemu patronatowi zawsze przyciągał malarzy, rzeźbiarzy i architektów – głównie z zagranicy. Niemcy, Holendrzy, Flamandowie czy Włosi przeszczepiali na gdański grunt modne style i konwencje, które rozbudzały wyobraźnię lokalnych twórców – zarówno zawodowych, jak i aspirujących, takich jak Daniel.

    Matthäus Deisch, Ratusz Głównego Miasta i Długi Targ w Gdańsku, 1765, akwaforta, Biblioteka Narodowa w Warszawie

  • SZANSA
    Wkrótce jednak Daniel stanął przed życiową szansą. W 1743 roku wuj z Berlina zaproponował 17-latkowi przeprowadzkę do stolicy Prus i pracę w handlu. Dalsza kariera kupiecka nie była spełnieniem marzeń chłopca, jednak wyjazd do Berlina niósł z sobą więcej możliwości zarobku niż w Gdańsku. Poza tym w Berlinie mieszkał już młodszy brat Daniela, dlatego decyzja o wyjeździe była nieco łatwiejsza. Daniel po cichu liczył też, że za granicą pojawi się okazja, by mógł zająć się sztuką na poważnie. Czy mimo wszystko tliły się w nim obawy przed nieznanym? Co czuła matka Daniela, gdy kolejne dziecko opuszczało dom i kraj? I czy mogła przypuszczać, że rozstaje się z Danielem na 40 lat?

    Dwaj kupcy dobijają targu – taką scenę przedstawił Daniel w tej dojrzałej rycinie. Jako młodzieniec był świadkiem wielu podobnych momentów. Mimo że przyuczając się do zawodu handlarza, czuł się nieszczęśliwy i źle wspominał tamten czas, kupiecki etos także w późniejszych latach kojarzył mu się z moralnymi wartościami, takimi jak uczciwość i zaufanie. Potwierdza to zdanie, które Daniel zamieścił w ukazanej scenie: „Bóg zna serce”.

    Daniel Chodowiecki, Szczerość i zaufanie w handlu, 1774, akwaforta ze zbioru Kupfersammlung zu J.B. Basedows Elementarwerke, Uniwersytecka i Landowa Biblioteka Saksonii-Anhaltu, Halle (Saale)

  • EMIGRANT
    Wyjazd Daniela z Gdańska do Berlina można nazwać emigracją zarobkową. Podobnie jak dziś, także w XVIII wieku emigracje rzadko przebiegały bezproblemowo. Każde doświadczenie migracyjne jest indywidualne, jednak niemal zawsze wyzwaniem dla przybysza była i jest adaptacja do nowego otoczenia. Na szczęście Daniel był niemieckim native speakerem i nie dotyczyła go bariera językowa – jedna z największych przeszkód w komunikacji za granicą. Badacze zjawiska migracji wskazują jednak, że w procesie adaptacji równie ważną rolę odgrywa sieć kontaktów, która ułatwia migrantom funkcjonowanie w obcej rzeczywistości. W przypadku Daniela zalążkiem takiej sieci w Berlinie byli wuj i brat. Daniel nawiązał też wiele znajomości wśród francuskich hugenotów osiadłych w Berlinie. Utożsamiał się z nimi poprzez wyznanie swojej matki – hugenotki. Grupa ta otoczyła Daniela opieką, a jej wsparcie wkrótce okazało się dla niego bezcenne i przełomowe.

    „Ja też przynależę niejako do tych dobrych ludzi” – pisał Daniel o hugenotach. Dał wyraz uczuciom wobec nich w rycinie, na której przedstawił bliską mu hugenocką rodzinę Barezów. Idylliczna scena wspólnego czytania Biblii kontrastowała z trudnymi początkami obecności hugenotów w Berlinie. Zaczęli oni masowo przybywać do miasta pod koniec XVII wieku. Zachęciła ich tutejsza tolerancyjna polityka wyznaniowa. W połowie XVIII wieku hugenoci stanowili już blisko 25 procent mieszkańców miasta. Jednak zwykli berlińczycy nieprzychylnie patrzyli na rosnącą „kolonię francuską”, widząc w niej konkurencję i zazdroszcząc przywilejów. Minęły dekady, zanim hugenotom udało się przełamać tę niechęć i przestano nazywać ich refugiés, czyli uchodźcami.

    Daniel Chodowiecki, Jean Barez czytający Biblię, 1780, akwaforta z książki Heinricha Matthiasa Augusta Cramera Unterhaltungen zur Beförderung der Häuslichen Glückseligkeit, Bawarska Biblioteka Państwowa, Monachium

  • BERLIN
    Czym był Berlin, gdy w 1743 roku przyjechał do niego Daniel? Miasto od ponad 40 lat było stolicą Królestwa Prus, rządzonego przez dynastię Hohenzollernów. Choć z około 100 tysiącami mieszkańców było ponad dwa razy większe od Gdańska, nie mogło równać się pod względem rozmachu z Paryżem, Londynem czy Neapolem. Jednak Berlin, ważny ośrodek oświecenia, coraz częściej przyciągał naukowców, literatów, filozofów i artystów. Miał też coś, czego brakowało Gdańskowi i innym polskim miastom – akademię sztuk pięknych. A dokładniej: Królewską Pruską Akademię Sztuk i Nauk Mechanicznych, w której można było uczyć się malarstwa pod okiem zawodowych artystów. Właśnie dlatego Berlin był dla Daniela tak pociągający.

    Wielu berlińczyków pewnie rozpozna widok z tej ryciny: to aleja Unter den Linden w kierunku Berliner Schloss, czyli zamku, wraz z kompleksem budynków przy placu zwanym dawniej Forum Fridericianum. Gdy Daniel przybył do Berlina, okolica była w rozbudowie, powstawały nowe instytucje, a miasto dopiero nabierało stołecznego i kosmopolitycznego charakteru. Wpływ na to miała między innymi szybko rosnąca liczba imigrantów: obok Francuzów najliczniejszymi nowymi grupami byli Polacy, Czesi, Żydzi i Niemcy spoza Prus.

    Johann Georg Fünck, Widok opery królewskiej w Berlinie, ok. 1750, akwaforta, Fundacja Stadtmuseum Berlin

  • ROZCZAROWANIE
    Danielowi nie udało się jednak podjąć studiów w akademii – krótko przed jego przyjazdem do Berlina została ona tymczasowo zamknięta po pożarze. Jednak nauka na tej uczelni i tak byłaby niemożliwa do pogodzenia z codzienną pracą. Dlatego oprócz samodzielnych ćwiczeń w rysunku po godzinach, Danielowi zostało emaliowanie talerzy, breloczków czy tabakierek z oferty dostępnej w sklepie wuja. Czasami udawało mu się też sprzedać małe obrazki własnego autorstwa. Ale krótkie korepetycje u jednego z berlińskich artystów uświadomiły mu, że nie zostanie wybitnym malarzem: opanowanie umiejętności malarskich wymagało studiów z prawdziwego zdarzenia, na które – podobnie jak w Gdańsku ­– brakowało mu czasu i środków. Emigracja, która miała być szansą, powoli stawała się kolejnym rozczarowaniem.

    Na rysunku autorstwa Daniela młody mężczyzna krytycznym wzrokiem analizuje obraz. Czy jest to początkujący malarz? Czy tak mógł wyglądać Daniel, gdy zawiedziony spoglądał na swoje niezbyt udane obrazy? „Nie wyglądało na to, abym stał się artystą, gdyż nie otrzymałem nauki rysowania ani komponowania, nie znałem też żadnych artystów” – wyznał po latach. Z żalem i pokorą przyjmował do wiadomości własne braki warsztatowe i ograniczenia.

    Daniel Chodowiecki, Mężczyzna oglądający obraz na sztaludze, ok. 1780, rysunek sangwiną, Biblioteka Narodowa w Warszawie

  • PRZEŁOM
    W 1754 roku 28-letni Daniel postawił wszystko na jedną kartę: odszedł z pracy u wuja i rozpoczął naukę w pracowni Bernharda Rodego, berlińskiego malarza i rytownika. Zamiast na malarstwie skoncentrował się na grafice i rysunku, w których wykazywał dużo większe umiejętności. Pod okiem Rodego Daniel opanował wykonywanie rycin techniką akwaforty i nawiązał pierwsze trwałe kontakty z lokalnymi artystami. To dało mu zalążek upragnionego twórczego zakotwiczenia po ponad 10 latach emigracji. Drugim, być może nawet ważniejszym dla niego środowiskiem okazali się członkowie berlińskiej wspólnoty hugenotów, która dysponowała w mieście własnymi wydawnictwami i prasą. Widząc, że ich szeregi zasilił utalentowany artystycznie samouk, hugenoci zaczęli zlecać Danielowi zamówienia na rysunki i ryciny o tematyce religijnej i związanej z ich własną historią.

    Na rycinie rozgrywa się dramat: zrozpaczona rodzina żegna się z mężczyzną zakuwanym w kajdany. Scena przedstawiona przez Daniela odnosi się do prawdziwego wydarzenia. W 1762 roku we francuskiej Tuluzie kupiec Jean Calas został niesłusznie posądzony i stracony za rzekome zabójstwo swojego syna. Calas był członkiem dyskryminowanej tam społeczności hugenotów, co mogło być ukrytym powodem jego skazania. Po śmierci został zrehabilitowany, jednak dla europejskich hugenotów pozostał symbolem nietolerancji, jaka spotykała ich w wielu miejscach. Na fali tych emocji Daniel stworzył rycinę, która gwałtownie zwiększyła zainteresowanie jego twórczością.

    Daniel Chodowiecki, Pożegnanie Jeana Calasa z rodziną, 1767, akwaforta, Gleimhaus. Muzeum Niemieckiego Oświecenia, Halberstadt

  • SUKCES
    Prace Daniela zaistniały w końcu na rynku sztuki, co pociągnęło za sobą zamówienia także spoza kręgu hugenotów. Jego integracja z berlińskim środowiskiem artystycznym, dotąd mozolna i usiana rozczarowaniami, nagle przyśpieszyła. Procentowały determinacja i pracowitość, a szybko rozwijany, elegancki styl jego rycin trafiał w gusta berlińskiej klienteli. Posypały się zwłaszcza zamówienia na ilustracje książkowe. Daniel stał się najpopularniejszym rytownikiem swojej epoki, poważanym i dobrze opłacanym. Starał się przy tym nie zachłysnąć sukcesem – pomagały mu w tym zasady moralne, w tym skromność, wpajane i przestrzegane przez hugenocką społeczność.

    Syn czarownicy jako skrzyżowanie człowieka, żaby, psa i ptaka? Czemu nie! Postać Kalibana, jednego z bohaterów Burzy Williama Szekspira, ujawnia bogatą wyobraźnię Daniela. Wydawcy, czytelnicy i kolekcjonerzy doceniali oryginalność jego prac, wyczucie narracyjności i gotowość do podejmowania najróżniejszych tematów. Daniel tworzył ilustracje do niemal każdego rodzaju tekstów: od popularnych powieści, dramatów, komedii i satyr, przez kalendarze i podręczniki, po encyklopedie i traktaty filozoficzne.

    Daniel Chodowiecki, Ha! Szkoda, że mi wtedy przeszkodziłeś!, 1787, akwaforta, Biblioteka Narodowa w Warszawie

  • JEANNE
    Stopniowe zakorzenianie się Daniela w Berlinie przebiegało na kilku płaszczyznach: zawodowej, społeczno-religijnej, a z czasem też rodzinnej. Według badaczy założenie rodziny na emigracji zwiększa szansę na trwałe pozostanie za granicą. Tak stało się w przypadku Daniela. W 1755 roku ożenił się z Jeanne Barez, córką złotnika, którą poznał wśród berlińskich hugenotów. Wbrew częstej wówczas praktyce małżeństwo nie było zaaranżowane, lecz zawarte z miłości. Daniel i Jeanne doczekali się siedmiorga dzieci (pięcioro dożyło dorosłości) i mimo niemieckojęzycznego otoczenia nazwali je francuskimi imionami, a w domu rozmawiali po francusku. Był to kolejny ukłon w kierunku korzeni matki Daniela i hugenockiej społeczności, której stał się częścią. Daniel i Jeanne byli małżeństwem przez 30 lat, aż do jej śmierci w 1785 roku.

    Daniel przedstawił na tym obrazku siebie i Jeanne około czterech lat po ślubie, zapewne w ich ówczesnym mieszkaniu przy Brüderstraße w centrum Berlina. Lekko uśmiechnięta Jeanne trzyma portret swojej przyjaciółki, wykonany przez Daniela. On sam ukazał siebie przy pracy – być może nad widocznym tu małżeńskim wizerunkiem. Na biurku leży lupa, która pomagała artyście w cyzelowaniu detali. Miniaturowy charakter obrazu przypomina, że nawet w rzadko podejmowanym malarstwie Daniel najlepiej opanował małe formaty.

    Daniel Chodowiecki, Autoportret z żoną, ok. 1759, akwarela na kości słoniowej, Galeria Malarstwa w Berlinie

  • DZIECI
    Daniel stawiał rodzinę na pierwszym miejscu. Odkąd ją założył, przyjmował zamówienia na ryciny i rysunki nie tylko w celu realizacji artystycznej pasji, ale przede wszystkim po to, by utrzymać finansowo dzieci i Jeanne, która zajmowała się domem. Jak wielu rodziców, którzy na emigracji mieli ograniczony dostęp do nauki i z trudem osiągali zawodową satysfakcję, Daniel starał się, by jego potomstwo miało lepsze szanse rozwoju niż on. Nie planował dla córek i synów przyszłości w „praktycznych” zawodach, jak kupiectwo, na które był skazany w młodości. Natomiast dopuszczał do siebie myśl, że dzieci mogły zostać artystami. Dlatego podobnie jak jego własny ojciec, oswajał je ze sztuką: pozwalał im spędzać czas w swojej pracowni, zachęcał do oglądania obrazów i rycin ze swojej kolekcji, a przede wszystkim uczył je rysunku.

    Daniel często portretował Jeanne i dzieci. Rodzina była dla niego ulubionym tematem rysunków i rycin – ukazywał ją przy domowych zajęciach, na spacerach, przy rozrywkach. Ze scenek przebija czułość i przywiązanie Daniela do bliskich. Na tym obrazie pokazał rodzinę w komplecie na wycieczce do parku Tiergarten, do dziś jednym z ulubionych miejsc rekreacji berlińczyków. W pierwszym rzędzie przed rodzicami stoją od prawej: najstarsze córki Jeanette i Suzette z najmłodszą Justine, Henri Isaac i Louis Guillaume.

    Daniel Chodowiecki, Rodzina artysty w parku Tiergarten, 1772, olej na desce, Fundacja Stadtmuseum Berlin, zdjęcie: Oliver Ziebe, Berlin

  • TĘSKNOTA
    Jednak oprócz rodziny w Berlinie była przecież jeszcze druga – ta w Gdańsku. Matka i siostry Daniela nadal tam mieszkały, a on przez lata rozłąki pisał do nich listy. Dołączał do nich rysunki przedstawiające siebie, żonę i dzieci – podobnie jak dziś wysyłamy bliskim zdjęcia. Badacze twierdzą, że każda emigracja, nawet przekuta w sukces zawodowy i osobisty, pociąga za sobą koszty emocjonalne. Emigranci często idealizują swoich krewnych i rodzinne strony, a także pilnie śledzą wydarzenia toczące się w ojczyźnie. Paradoksalnie tym tęsknotom nieraz towarzyszy „zasiedzenie” w nowym otoczeniu i coraz słabsza mobilizacja do powrotu lub odwiedzin bliskich. W XVIII wieku podróż konno z Berlina do Gdańska trwała nawet dwa tygodnie. Czy jednak tylko to zniechęcało Daniela do wyprawy w rodzinne strony? A może rzeczywiście zadziałał efekt „zasiedzenia”? Faktem jest, że dopiero latem 1783 roku, czyli po 40 latach od wyjazdu do Berlina, niemal 60-letni Daniel zdecydował się w końcu na wyprawę do Gdańska.

    Daniel wykonał tę rycinę dla swojej matki, o czym świadczy dedykacja u dołu dzieła. Po ukończeniu posłał pracę do rodzinnego domu w Gdańsku. Grafika przedstawia Daniela, Jeanne i ich pięcioro dzieci w jego pracowni. Dzięki pracom takim jak ta matka Daniela mogła zobaczyć, jak zmienia się jej syn, którego ostatni raz widziała jako nastolatka, jak wygląda jej synowa, której nie poznała osobiście, i jak rosną wnuki.

    Daniel Chodowiecki, Pracownia malarza, 1771, akwaforta, Herzog Anton Ulrich-Museum, Brunszwik

  • WIZYTA
    Swoją podróż z Berlina do Gdańska Daniel szczegółowo zarejestrował w formie rysunków. Są one jak dziennik z podróży: układają się w chronologiczny zapis widoków i scen, które artysta widział po drodze. Konfrontował je ze wspomnieniami z dzieciństwa i odnotowywał zmiany, które zaszły od czasu jego wyjazdu. Przeżywał podróż bardzo świadomie i zależało mu na uchwyceniu towarzyszących jej odczuć. Kulminacją wyprawy było przybycie do Gdańska. Tam Daniel szybko skierował swoje kroki ku domowi, który opuścił jako nastolatek.

    Na tym rysunku Daniel przedstawił prawdopodobnie dom w Gdańsku, w którym wciąż mieszkała jego matka i dwie siostry. Miał się on znajdować przy dzisiejszej ulicy Grobla I 7, tuż przy Bazylice Mariackiej. Z rysunku wynika, że dom był typową gdańską kamienicą – wysoką i wąską, z ozdobnym szczytem oraz z przedprożem prowadzącym do drzwi wejściowych.

    Daniel Chodowiecki, Dom rodzinny Chodowieckiego, 1773, rysunek piórkiem, sepią i tuszem, ze zbioru Von Berlin nach Danzig: Eine Künstlerfahrt im Jahre 1773, Berlin 1895, Biblioteka Narodowa w Warszawie  

  • MATKA
    Tam już czekała na niego matka. Co oboje poczuli, gdy zobaczyli się po raz pierwszy od tak dawna? W scenie powitania – osobistej, kameralnej, wyciszonej – Daniel ukrył twarz matki i swoją. Nie chciał dzielić się emocjami, jakie się na nich odmalowywały.

    „Nazwisko tej pani nie zginie w historii sztuki naszych czasów, gdyż była to matka niedościgłego w swym fachu Chodowieckiego” – pisała o Marie Henriette Ayrer Johanna Schopenhauer, matka filozofa Artura Schopenhauera. Johanna uczęszczała w dzieciństwie do szkółki dla dzieci, którą Marie Henriette założyła w swoim domu po śmierci męża. Wspomagały ją dwie córki, które zostały w Gdańsku.

    Daniel Chodowiecki, Powitanie Chodowieckiego z matką, 1773, rysunek piórkiem, sepią i tuszem, ze zbioru Von Berlin nach Danzig: Eine Künstlerfahrt im Jahre 1773, Berlin 1895, Biblioteka Narodowa w Warszawie  

  • LUKA
    Kilkutygodniowy pobyt w Gdańsku był dla Daniela jak zamknięcie długiego rozdziału w emigracyjnym życiu. Sentymentalny czas spędzony z bliskimi, spotkania z ludźmi znanymi z dzieciństwa, spacery po zapamiętanych miejscach w pewnym stopniu wypełniły emocjonalną lukę, która w nim tkwiła przez 40 lat. Jednak jego miejsce było już gdzie indziej. 10 sierpnia 1773 roku, po wyruszeniu w powrotną drogę do Berlina, odnotował: „Żegnajcie, moi przyjaciele, żegnaj, moja ojczyzno. Pożegnaliśmy się ze sobą – siostra Luiza bardzo płakała (…). Moja rodzina wróciła do domu, a ja do Berlina”.

    Wizyta Daniela była w Gdańsku wydarzeniem towarzyskim sezonu. Jego sława dotarła także tu, a w oczach wielu utożsamiał sukces odniesiony za granicą, mimo że na co dzień lokalne elity postrzegały artystów jako rzemieślników parających się pracą rąk, a więc niższych w społecznej hierarchii. Zamożni gdańszczanie chętnie zapraszali Daniela na przyjęcia i zamawiali u niego portrety. Jednak on najchętniej spędzał czas z matką i siostrami, jak na tym rysunku.

    Kliknij tutaj, aby obejrzeć wszystkie rysunki z podróży Daniela Chodowieckiego do Gdańska.

    Daniel Chodowiecki, Spacer rodzinny po Targu Maślanym, 1773, rysunek piórkiem, sepią i tuszem, ze zbioru Von Berlin nach Danzig: Eine Künstlerfahrt im Jahre 1773, Berlin 1895, Biblioteka Narodowa w Warszawie  

  • POLAK
    Nie był to jedyny raz, gdy Daniel nazwał Polskę swoją ojczyzną. Obserwował wydarzenia w kraju pochodzenia i niepokoił się o jego stan, zwłaszcza w obliczu kolejnych rozbiorów Rzeczypospolitej, dokonywanych przez Prusy, Austrię i Rosję. W 1772 roku, po pierwszym rozbiorze, napisał: „Z ojca jestem Polakiem, potomkiem dzielnego narodu, który wkrótce przestanie istnieć”. A gdy sejm 3 maja 1791 roku uchwalił konstytucję mającą zreformować zagrożone państwo, Daniel pełen nadziei zareagował grafikami wychwalającymi to wydarzenie. W 1795 roku, po ostatecznym rozbiorze, artysta stworzył cykl rycin o najważniejszych wydarzeniach w dziejach Polski.

    Aby ukazać wyjątkowość Konstytucji 3 maja, Daniel w tej rycinie sięgnął po konwencję alegorii. Figura utożsamiająca Polskę ma twarz króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, współtwórcy Konstytucji, i w opiekuńczym geście rozpościera płaszcz nad trzema chłopami. Konstytucja wprowadzała opiekę państwa nad „ludem rolniczym”, co musiało wydać się Danielowi przełomowe. Chłopom towarzyszą dwie młode kobiety: Sztuka i Nauka, symbolizujące piękno i mądrość uchwalenia Konstytucji. W tle widać medaliony z godłami Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, tworzących wspólnie Rzeczpospolitą.

    Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej o Konstytucji 3 maja i obejrzeć inne ryciny upamiętniające jej uchwalenie. Możesz też pobrać bezpłatnie wydaną przez nas niemieckojęzyczną książkę o Konstytucji autorstwa Richarda Butterwicka.

    Daniel Chodowiecki, Nowa polska konstytucja, 1792, akwaforta, Biblioteka Narodowa w Warszawie

  • PRUSAK
    Jednak przynależność obywatelska Daniela nie była jednoznaczna i dostrzec w niej można rozdwojenie. Po latach pobytu w Berlinie stał się bowiem także lojalnym pruskim obywatelem, a propolskie emocje paradoksalnie szły w parze z przywiązaniem do nowej ojczyzny – Królestwa Prus, które uczestniczyło w rozbiorach Rzeczypospolitej. Daniel zawdzięczał swój sukces nie tylko talentowi i determinacji, ale też sprzyjającemu mu berlińskiemu środowisku artystycznemu i dworskiemu. Przyjmował zamówienia na portrety pruskich władców i ryciny promujące pruską historię. Piął się po szczeblach artystycznej hierarchii i jako samouk z zagranicy osiągnął w Berlinie szczyt kariery: w 1796 roku, pięć lat przed śmiercią, został mianowany dyrektorem berlińskiej akademii sztuk pięknych – tej samej, w której nie dane mu było studiować. Daniel umiał skorzystać z szansy, jaką dały mu Prusy.

    W propagandowej rycinie Daniel oddał specyfikę rządów króla Fryderyka II Wielkiego: władca dogląda armii, która dzięki jego reformom odniosła liczne zwycięstwa i wzmocniła pozycję Prus w Europie. Choć Daniel unikał rozmów o pruskiej polityce, w jego portfolio było wiele podobnych, zaangażowanych politycznie prac. Ta powstała pięć lat po pierwszym rozbiorze Polski, w którym uczestniczyli Fryderyk i jego armia.

    Daniel Chodowiecki, Fryderyk Wielki na przeglądzie wojsk w Poczdamie, 1777, akwaforta, Rijksmuseum, Amsterdam

  • PRZYNALEŻNOŚĆ
    Nasza współczesna potrzeba klasyfikacji ludzi według narodowości wynika z procesów kształtowania się państw narodowych. Zjawisko to sięga przełomu XVIII i XIX wieku. Nowoczesne kategorie przynależności narodowej utrudniają zrozumienie złożonej postawy ludzi takich, jak Daniel. Niektórzy badacze nazywają go artystą polskim, inni niemieckim lub pruskim. Zapominają lub nie chcą pamiętać, że Daniel sam miał świadomość ambiwalencji swoich emigranckich losów. A przecież istniały też inne komponenty składające się na jego poczucie przynależności: francuski i hugenocki. Miał świadomość korzeni swoich przodków, ale własne zapuścił w Berlinie – punktem wyjścia był wyjazd z Gdańska nieświadomego przyszłości 17-latka, który uparcie marzył o karierze artysty. Wszystkie składniki tego poczucia przynależności przenikały się i ujawniały w jego sztuce.

    Daniel pozostawił po sobie szczególne dziedzictwo – aż troje z jego dzieci zostało artystami. Ten portret Daniela na pięć lat przed jego śmiercią namalowała jego córka Suzette. Jako pierwsza kobieta w historii berlińskiej akademii sztuk pięknych otrzymała stałe członkostwo. Jej starsza siostra Jeanne wyspecjalizowała się w technice pastelu i także wystawiała swoje prace w akademii. Z kolei ich młodszy brat Louis Guillaume skoncentrował się na rytownictwie i często kopiował grafiki ojca.

    Suzette Henry, Portret Daniela Chodowieckiego, ok. 1795, olej na płótnie, Fundacja Stadtmuseum Berlin, zdjęcie: Oliver Ziebe, Berlin

  • DOŚWIADCZENIA
    Daniel Chodowiecki jest jedną z wielu historycznych postaci ukształtowanych przez emigrację. Jego doświadczenia wydają się aktualne także dziś i może się z nim utożsamić wiele osób, które w różnych okolicznościach trafiły z Polski do Niemiec. Te doświadczenia – dawne i współczesne – zainspirowały nas do stworzenia cyklu niemieckojęzycznych podcastów. Bohaterem trzeciego odcinka jest właśnie Daniel Chodowiecki. Z audycji można się dowiedzieć nie tylko o jego życiu i sztuce, ale też o francuskim cmentarzu w Berlinie, na którym Daniel spoczął w 1801 roku. Zachęcamy do odsłuchania podcastu, zamieszczonego powyżej. Kliknij tu, aby poznać też pozostałe odcinki.

  • EMIGRANT. DANIEL CHODOWIECKI
    Wystawa internetowa Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie

    Autor wystawy: Maciej Gugała
    Przekład na język niemiecki i angielski: Olga Młynarczyk
    Redakcja językowa wersji niemieckiej: Agnieszka Zawadzka

    Materiał wizualny wykorzystany w tej wystawie pochodzi z legalnych źródeł i został pozyskany zgodnie z zachowaniem praw autorskich.

    Życie i twórczość Daniela Chodowieckiego są przedmiotami wielu publikacji. Zainteresowanym, oprócz naszej wystawy i podcastu, szczególnie polecamy książki:
    – Kalina Zabuska, Daniela Chodowieckiego przypadki, Gdańsk 2018,
    Daniel Chodowieckis Reise von Berlin nach Danzig im Jahre 1773/Daniela Chodowieckiego podróż z Berlina do Gdańska w 1773 roku, katalog wystawy według koncepcji Gudrun Schmidt, Berlin 2001,
    Gdańszczanin w Berlinie. Daniel Chodowiecki i kultura 2. połowy XVIII wieku w Europie Północnej/Ein Danziger in Berlin. Daniel Chodowiecki und die Kultur Nordeuropas in der 2. Hälfte des 18. Jahrhunderts, pod red. Edminda Kizika, Ewy Barylewskiej Szymańskiej, Wojciecha Szymańskiego, Gdańsk 2002.

    Polecamy też film animowany Chodowiecki autorstwa Jakuba Pączka dostępny na YouTube.

    Zachęcamy do zapoznania się ze zdigitalizowanymi zbiorami dzieł Daniela Chodowieckiego, których najwięcej znaleźć można na portalu Polona Biblioteki Narodowej w Warszawie, Rijksmuseum w Amsterdamie, Stadtmuseum Berlin i Staatliche Museen zu Berlin.

    Ilustracja na plakacie: Daniel Chodowiecki, Spacer rodzinny po Targu Maślanym, 1773, rysunek piórkiem, sepią i tuszem, ze zbioru Von Berlin nach Danzig: Eine Künstlerfahrt im Jahre 1773, Berlin 1895, Biblioteka Narodowa w Warszawie